sobota, 4 października 2014

typowy facet, czyli "paluszek i główka"

Janek eksplorator, Janek odkrywca - jest wszędzie. Wchodzi na krzesełka dla dzieci, siada i dumny bimba nogami. Wspina się na Hani łóżko i zadowolony z siebie, rzuca się raz na jedną, raz na drugą jej poduszkę. Zagląda to tu, to tam, a najchętniej do szafek kuchennych. W szafkach tych mama chowa tajemnicze, a kolorowe specyfiki, które pachną, cieszą oczy i smak, jeśli uda się zwinąć coś słodkiego. Szafki te przyjemnie się otwiera i zamyka... o ile nie zapomni się wcześniej wyjąć z nich palca...


Wsadził dni temu pare Janek swoje ciekawskie łapska do szafki i szpera, otwiera, zamyka... aż nagle - płacz!
Mama biegnie, Janka ratuje, pociesza i plastra szuka, bo rana taka, że krew się "leje". 


Janek zawodzi, palec do plastra wystawia. Uf. Uspokoił się, bo zaciekawiło go to, co na palcu widzi. Więc mama spieszy z wyjaśnieniem, że "to plasterek, bo masz ała". Na dźwięk tego słowa Jankowi mina się w podkówkę wygięła i znów w tony żałosne uderzył, i znów łzy jak grochy bębnią o podłogę. 
Mama wzięła od cioci na ręce i syna tuli, a syn palec wskazujący, uszkodzony i oplastrowany trzyma wyciągnięty byle dalej, byle nie widzieć, byle nie spojrzeć na krzywdę własną. 
Siedział tak Janek z paluszkiem wyciągniętym czas jakiś, aż zjawił się tato, co z pracy wrócił. 
Jak to już bywa w zwyczaju mamy, zaczęła opowiadać o przygodach dnia bieżącego i tak się złożyło, że od Jasinego wypadku zaczęła. Janek, który miał tacie "ałka" pokazać, na samo wspomnienie o swym losie tragicznym znów w bek uderzył i rozmowy być nie mogło.
Taki to nasz zuch mężczyzna, co nawet o bólu rozmawiać się boi ;)






poniedziałek, 29 września 2014

roczek

Z bagażem pewnych życiowych doświadczeń,
z jednym pobytem w szpitalu,
z ośmioma zębami,
z nieco ponad dziesięcioma kilogramami,
z umiejętnością raczkowania, chodzenia przy meblach i chwilowego stania o własnych siłach,
z czarującym uśmiechem,
brązowymi oczami,
blond włosami,
ze znajomością około jedenastu słów,
z licznymi upadkami i powstawaniami,
z zainteresowaniem samochodami, zwierzętami i wchodzeniem na wyżki,
z umiłowaniem mycia zębów i jedzenia,
z mamą i tatą u boku,
z siostrą raz na przekór, a raz ramię w ramię,
z liczną rodziną zgromadzoną u stołu,


Jan skończył swój pierwszy ROK życia!

Oby kolejne były dla Ciebie synku tak samo wypełnione uśmiechem i radością, zdobywaniem nowych umiejętności i zainteresowań. Obyś zawsze był taki pogodny i zawsze, jak teraz, znajdował ukojenie w naszych ramionach!


rodzice.
















i UWAGA! Oficjalne zdjęcie nr 12!






czwartek, 25 września 2014

moje dzieci się zestarzały

Niby tylko dwa dni, a jakby cały rok!
Wczoraj podrósł mi Janek, dzisiaj Hanka.
Janek co prawda z racji zmiany image'u, Hania zaś z racji słów pani dyrektor przedszkola.
Janek na fotelu u fryzjera - Hania "na dywaniku w gabinecie".
Jak to się mogło stać?
Ano z Jankiem to było tak: okazało się, że ten słodki, bobasowy wygląd, to tylko sprawa grzywki. Po obcięciu bląd czupryny wchodzącej w oczy, twarz Jasia, Janeczka mojego, malutkiego, najmniejszego, bobasa słodkiego zmieniła się w twarz Jana - no dobra, może Janka na razie ;)
Zmężniał, wydoroślał, spoważniał - to ostatnie tylko z wyglądu :)
Jedni mówią: "Coś ty mu zrobiła!?" - inni: "No, wkońcu" ;)
U fryzjera bardzo mu się podobało. Mama koncepcji nie miała żadnej, oprócz tego, żeby kosmyki włosów poprosić w kopertę na pamiątkę. Bo i jakaż koncepcja/wizja może być, jeśli chodzi o takiego malca? O dzieciątko małe, które pierwszym mężczyzną jest dla mnie, o którego fryzurę dbać muszę...
Pani fryzjerka pomysł jednak miała i chwyciła maszynkę i zrównała niesforne, a wchodzące już na uczy i w oczy włoski. Przystrzygła grzywę, odpędzlowała Janka z włosów i powiedziała: "Tak grzecznego malca u fryzjera jeszcze nie spotkałam" :) Bo Janek rzeczywiście - grzeczny, spokojny, zaciekawiony. Tylko suszarkę kazał sobie co chwilę włączać.

Natomiast z Hanią sprawa wygląda tak, że pani dyr się zastanawia, czy może jednak do 3-latków jej nie dać, bo "taka rozwinięta." DUMA +100! Problem trochę w tym, że jeszcze 2,5 roku nie ma i później musiałaby gdzieś rok powtórzyć, żeby do szkoły zbyt wcześnie nie startować. Więc przyspieszymy rozwój teraz, a i tak gdzieś będzie przestój i nuda.
Dziś właśnie ten mój 2/3-letni przeszkolak, który myślałam, że czeka na mnie z utęsknieniem, bo rano rozstać się nie chciał przywitał mnie na śpiąco! Hania - na śpiąco!!! W dzień!!! I to w przedszkolu!!!!
Obudzić jej nie mogłam ani głaskaniem, ani łaskotaniem, ani magicznym zdaniem: "Mam dla Ciebie lizaaaakaaaa". Obudziła się dopiero w szatni przy końcu zakładania drugiego buta. Obudziła się i zwaliła mnie z nóg słowami: "Dlaczemu po mnie przyjechałaś?" "Bo jedziemy do domku." "A dlaczemu?" "A gdzie chciałaś być?" "W przedszkolu!"
O!





A na koniec sprawa techniczna :)
Z racji, że ostatnio porządkuję co się da, to i facebook się zahaczył o porządki ;) Co by mieć wszystko ładnie poukładane, założyłam (matko jak to górnolotnie brzmi) funpage tego bloga ;p 
Ale bez obaw, bez spięcia! Wiele się nie zmieni poza tym, że ja będę miała wszystko przejrzyście, w jednym miejsu, itd. a Ci z moich znajomych, których temat moich dzieci, wyjść do toalet, odczepionych od wózka kółek, marzeń, marudzeń i innych matczynych kłopotów ni parzy-ni ziębi, nie będą mieli zaśmieconej tablicy na facebooku :)
Także czytelnicy-ochotnicy:
ZAPRASZAM do polubienia nas na Facebook'u!
Adres: https://www.facebook.com/pages/Tupot-malych-st%C3%B3p/844350258917900?skip_nax_wizard=true&ref_type
lub za pośrednictwem widgetu po prawej stronie :)

Pozdrawiamy :)

środa, 24 września 2014

komu włąściwie potrzebny pampers?


Taki mamy klimat matczynego życia!
Każda kobieta, decydująca się na posiadanie potomstwa, powinna być świadoma tego, że... JUŻ NIGDZIE NIE PÓJDZIE SAMA!

Gotowanie - z dzieckiem na ręku.
Pranie - z dzieckiem wyjącym u drzwi pralni.
Spanie - z dziecięcym palcem za blisko maminego nosa.
Wychodzenie z domu - zawsze w dwu/trzy/cztero (? - to już chyba niewykonalne!) - paku.
Toaleta...?
Na samą myśl, że chce mi się siusiu robi mi się słabo. Pójście do WC stało się dla mnie najbardziej karkołomnym przeżyciem! Czasem się boję o to, czy w ogóle przeżyję ten niewinny z założenia wypad.

Bywają ludzie, którzy szukają w łazience chwili wytchnienia, relaksu może nawet, a ja wyczyniam tam takie wygibańce, że kiedyś w gipsie wyląduję - to pewne!
Już nawet nie pomagają drzwi zamknięte, bo Hania urosła na tyle, że od dawna już klamki dosięga, a nawet zapala i (co za ulga) gasi światło sama. Więc ładuje się jedno, pilnie obserwujące, a za nim drugie, silnie psocące. I siedzi człowiek, gdzie siedzieć musi, a nogami twista tańczy, bo jedna noga zasłania Małemu dojście do kosza na śmieci, druga do szczotki od czyszczenia toalet. Mały zwinny i szybki coraz bardziej, więc matka gnie się w ukłonach, żeby rękoma szafkę przytrzymać, w której niczym skarby jawią się Młodemu potworkowi zapasy mydła i papieru toaletowego, wygina się w bok, żeby ściągnąć Gadzinę ze stołka do mycia rąk, bo za cel główny, życiowy postawił sobie, że wejdzie, a później spadnie... I wychodzi człowiek z miejsca, tylko w teorii ustronnego, zmęczony, spocony, zmachany tak, że właściwie powinien tam wrócić się oporządzić, ale... 




wtorek, 23 września 2014

przedszkolak

Cała się w środku trzęsłam, choć przecież sama tego chciałam. Gadałam od roku, że tak, że pójdzie jak tylko będzie możliwość. Marzyłam o tym ostatnio bo widziałam, że ja już nie wystarczam,
a znajome dzieci też już coraz mniej dostępne. I stało się... Poszła do przedszkola. Sama. Nie na godzinę, na dwie, ale na dłużej, (na razie) aż do obiadu, o którym marzyła, że zje go z dziećmi. Poszła
i nawet się nie obejrzała, zwabiona kanapkami, które w ramach śniadania królowały na stole. Zostawiła mnie zaraz po tym, jak obiecałam, że przyjadę po nią później. I tyle ją widziałam. A teraz nieustannie patrzę na zegar i czekam, by wybiec z domu i zobaczyć, czy było jej dobrze, czy miło spędziła czas, czy znalazła towarzyszy do zabawy.
Czy teraz już zawsze będę walczyła o każdy wspólny posiłek, jak dziś, kiedy zaraz po porannej toalecie wybiegła na korytarz i nie chciała przyjść na śniadanie, bo ona przecież zje "z dziećmi?"

<3

w moich oczach ona nadal jest taka mała...

niedziela, 21 września 2014

modelka

Kryzys zdjęciowy zażegnany. Teraz Hania sama doprasza się o zdjęcie. Pozuje sama, z zabawką... Tarmosi Jasia, który w miejscu nie usiedzi i ciągnie go przed mój obiektyw a później tuli, przydusza, zgniata, byle tylko mieć razem zdjęcie i byle móc później te zdjęcia oglądać :)
Tak więc proszę Państwa kilka zdjęć amatorskich mojej córki:









środa, 17 września 2014

co się stało się?!


Hania wpadła w fazę pytań. Miałam nadzieję, że ominie nas ta faza, bo nie ukrywam, że w kwestii wyszukiwania odpowiedzi na niekończące się pytania w stylu "dlaczego niebo jest niebieskie?" kreatywności mi raczej brak. 
Oprócz tego, że pyta, to jeszcze powala inwencją twórczą. Nie pyta "dlaczego", tylko "dlaczemu" i to głosem wielce zdziwionym, nie tolerującym braku odpowiedzi.
Dziś natomiast pierwszy raz chciała mnie zapytać o przynależność pewnej rzeczy i brzmiało to tak:

"to jest moje, czyyyyy moje?". Tak samo biorąc kurkę - świeczkę, chciała chyba pobawić się w "kogut czy kurka" i zapytała: "kurka czyyyy kurka?". Poza tym gdzieś chyba poznała pana Kononowicza, gdyż pytania "co się stało się?", "gdzie idziesz mamo gdzie", itp. są u nas na topie ;) 

Wspomnę tu, póki mi całkiem z głowy nie wyleciały kilka słownych hitów z ostatniego czasu:
pomidorek to pindolek
snopek słomy to był smyczek
a kameczka to kanapeczka :)