czwartek, 19 października 2017

DZIEWCZYNY

Rosną mi te dzieci jak szalone! Kto by pomyślał, że mój syn ma już takie "marzenia!?"

"Jak będę duży, to będę jeździł na obozy tak jak Maks (starszy kuzyn).
Na tych obozach będą DZIEWCZYNY i będą mówiły: "czeeeść  Jasiu!" :D"


środa, 27 września 2017

Stało!


W ubiegły wtorek, czyli 19.09.2017 r. po raz trzecie okazałam się okropną i nieczułą matką.
Po raz trzeci zrobiłam to po swojemu, głucha na rady innych, na ich opinie i pomysły.
Zrobiłam to tak, jak wydawało mi się najsłuszniej... obcięłam smoka Melanii!


Melka była już chyba najbardziej uzależnionym dzieckiem. Bez swojego "dudusia" prawie nie funkcjonowała! Przyczynił się do tego fakt, że w czasie, kiedy uzależnienie zaczęło się uwydatniać przypadał nasz czas urlopowy, gdzie nie chcieliśmy dziecku traumy robić, tym bardziej, że często zostawała z opiekunkami - bez rodziców. Później również się nie składało, bo był wyjazd do Niemiec. Kto by zniósł potencjalne płacze w trakcie drogi?!
Ale trzeba było wziąć się w garść! 
Jak to bywało już dwa poprzednie razy, smok się "zepsuł". Nie jestem za okłamywaniem dziecka, ale w tej sytuacji ciężko jest mi obmyślić lepszy plan. Niektórzy smoka oddają ptaszkom, albo innemu dziecku. Obawiałam się, że w tej sytuacji, kiedy mój maluch będzie wiedział, że dany smok gdzieś nadal funkcjonuje będzie wymuszał jego poszukiwanie i odzyskanie. A tak "stało" (się) co powtarzała kilkakrotnie rozczarowana Mela, kiedy po raz kolejny i kolejny próbowała ssać ściętą dość solidnie gumę. Żal nam jej było strasznie i czuliśmy, że tym samym zamykamy jakiś kolejny etap jej dziecięctwa przeplatanego z wielką i wymowną radością za każdym razem kiedy dostawała do ręki swojego "dudusia".
Mela zniosła całą sprawę dość dzielnie choć kilka razy trzeba było przypominać, że "przyjaciel" był już stary i się popsuł i że jest już dużą dziewczynką, a duże dzieci jak Hania czy Jaś też przecież smoków nie używają. 


Po tygodniu co prawda zaglądała do kosza na śmieci bo przypomniało jej się, że tam widziała smoka po raz ostatni, ale oprócz tego, że zasypianie idzie jej teraz nieco dłużej problemów większych nie ma.
Być może na poczet minusów zaliczyłabym jeszcze to, że Melania nie chodzi już sama, bezproblemowo na drzemki w ciągu dnia do swojego łóżeczka i trzeba ją godzinami wozić w wózku. Co Melania moja czuje, że oczka jej się mrużą to je na siłę otwiera i zagaduje padającego na twarz, a pchającego po tutejszych wertepach parasolkę rodzica. Na ten fakt jednak złożyło się chyba jednak kilka sytuacji choćby wspomniany wyjazd, gdzie rytm dnia codziennego został zaburzony :)


Teraz pozostało jeszcze odpieluchowanie i przeprowadzka do własnego pokoiku i będę miała całkiem dużą dziewczynkę w domu... choć to wcale nie jest takie fajne :(






czwartek, 20 lipca 2017

Pięciolatka


Gdyby ktoś dał mi możliwość cofania się do przeszłości, na pierwszym miejscu zażyczyłabym sobie, aby jeszcze raz potrzymać każde moje dziecko w dniu, w którym się urodziło, by jeszcze raz zobaczyć ich kiedy mieli 3...6.. miesięcy... 
Czas pędzi tak nieubłaganie!!! Widzę to głównie po mojej najstarszej córeczce <3 


Wyobrażacie sobie, że Hania ma już 5 lat!? 
Ledwo mogę ją podnieść, ledwo mieści mi się na kolanach! Ma swój mocny (uparty) charakter (po tatusiu ;p), ma swoje zdanie na temat ubioru wybrzydzając kolejnymi uszytymi przez mamę czy to kupionymi w sklepie ciuchami. Potrafi zakombinować by po swojemu ustawić rodzeństwo i nieustannie robi żarciki ;) 
Wypadł jej już jeden ząb (który ku swojej rozpaczy połknęła i zamiast zęba musiała pod poduszkę wsunąć laurkę dla Wróżki ;), a kolejny się rusza, o czym poinformowała już Zębuszkę kolejnym listem, aby ta w odpowiednim czasie o niej nie zapomniała ;) Nosi 29ty rozmiar buta i 116 r rozmiar ubrań. Lubi pomidory i ogórki i buraczki, jednak stroni od innych warzyw. Ośmieliła się znacznie ostatnio i chętnie bierze udział w przedstawieniach przedszkolnych. Nieustannie tęskni do swoich przyjaciółek Julki nr 1 Julki nr 2 Marty, Ali i Agatki. Twierdzi, że umie czarować, a nocą chodzi do Torunia sprawdzić czy po zmroku działają fontanny ;) 
Dla Meli jest często nadopiekuńcza - ściskała by ją do uduszenia ;) Dla Jasia często jest "Panią mamą", a dla nas... nieustannie naszą Malutką, Słodziutką Córeczką! Wystarczy zajrzeć jej głęboko w oczy, które nadal mają ten sam błysk... od zawsze <3









niedziela, 25 czerwca 2017

14 miesięcy 2 miesiące temu :)

Pamiętam dobrze ten dzień, kiedy przyznałam się mężowi do tego, co od jakiegoś czasu już krążyło po mojej głowie...
Hanka i Jaś wydawali się już tacy duzi! Akurat mieli dobry czas i właściwie nie angażowali nas zbytnio w swoje sprawy, bo doskonale czuli się we dwoje...
A mój pociąg do macierzyństwa nie ustawał...
Okazało się, że te 2,5 roku jakie minęło od narodzin Janka sprawiło, że i mój mąż zatęsknił za małym, pachnącym noworodkiem.
Tak oto zdecydowaliśmy się na kolejne, trzecie dziecko :)
Dziękujemy Bogu za całą naszą trójkę!
Nie wyobrażamy sobie, że mogłoby któregoś z nami nie być!
Nie wyobrażamy sobie życia bez Hanki, bez Jasia (choć wspaniały okres, o którym wyżej pisałam minął im jak ręką odjął kiedy tylko zaszłam w ciążę ;) )
Nie wyobrażamy sobie też życia bez Melanii.
Trzecie dziecko to jednak rewolucja.
Nagle brakuje Ci jednej pary rąk, Twoja podzielność uwagi się wyczerpuje, a zmęczenie potęguje :)
Ale to nic! To tylko na chwilę, na kilka lat, które i tak mijają nam za szybko!
Choć blog leży w zapomnieniu, bo kto by znalazł teraz czas na jego pisanie


, to staramy się zapamiętywać każdą chwilę spędzoną z dziećmi, które tak szybko rosną i zmieniają się.

Melania ma już 14 miesięcy!
Mam wyrzuty sumienia, że nie sporządziłam odpowiedniej notatki z okazji jej pierwszych urodzin, bo przecież zaciera się już czy dwa miesiące temu mówiła dane słowo, czy może jeszcze nie, ale co zrobić :) Czasu się nie cofnie!
Pamiętam za to, że roczna Mela była bardzo rozkosznym dzieckiem, które nadal nabija punkty do swojej rozkoszności :)
Jej uśmiech z zaciśniętymi szczękami rozwala na łopatki!
Długi czas nie brała się za chodzenie. Raczkowanie szło jej wyśmienicie, więc cieszyła się nim bardzo długo ;) Później posmakowała chodzenia na kolanach ;) (niczym pokutnica ;) ) i również nie chciała z niego rezygnować. A że rodzice zgodnie z obecnymi zaleceniami fizjoterapeutów nie sadzają dopóki dziecko samo nie usiądzie i nie prowadzają dopóki dziecko samo się na to zdecyduje - Melania zaczęła chodzić dopiero na początku kwietnia tego roku czyli właściwie mając 14 miesięcy.
Nie minął cały miesiąc a mała już próbuje biegać :)
Mówi kilka słów:
mama
tata
dej (daj)
am (am ;) )
koko (oko)
pam (lampa)
kuuu (kululu)
papa
czeee (cześć)
hej
to jej ulubione zwroty których używa każdego dnia witając wracającego tatę i rodzeństwo lub zaczepia obcych ;)
baba

Obecnie jest na etapie bycia przesłodkim brojem ;) Testuje i nagina granice i cierpliwość matki :)
Lubi jeść :D "Dej dej dej i dej!" - krzyczy odkąd tylko postawię garnek na piecu (choćby pusty ;) )
Lubi jeździć na rowerku i generalnie zwiedzać świat.
Hania kocha ją tak bardzo, że trzeba pilnować by jej nie zadusiła a Jaś... Jaś też się już do niej przekonał i mówi, że kocha, ale jednocześnie mówi, że Mela brzydko pachnie - a czym? - mleczkiem ;)
Dla mnie pachnie cudnie - jeszcze takim maluszkiem, choć nieustannie tęsknię do zapachu totalnego noworodka - to już chyba zboczenie ;)







poniedziałek, 31 października 2016

zaległości!


W 5 miesiącu życia Mela stała się gadułą. Jej ulubiony zbitek brzmiał: "bla bla bla bla" oraz "ble ble ble ble"
Opanowała do perfekcji obracanie się z brzucha z powrotem na plecy co zaoszczędziło jej mnóstwo stresów i irytacji ;)
Kiedy miała 6 miesięcy Michał stwierdził, że mała zaczęła mówić - rzeczywiście z dziwną powtarzalnością kiedy on ją o to prosił powtarzała "tata". Duma ojca była niesłychana. Jednak jak się okazało zgodnie z moim przypuszczeniem (nie żebym wątpiła w nasze dzieci ;) że to był tylko przypadek - po prostu Mała namiętnie zaczęła powtarzać "mamamamamama" oraz jeszcze częściej "tatatatata", czasem "babababa", itd ;)
Jest bardzo kontaktowa :) Kochana - wspaniała i nadal niesłychanie pogodna! 
Teraz, kiedy skończyła 7 miesiąc życia (kiedy to zleciało?) widać jeszcze większą celowość w jej poczynaniach. Wyciąga ręce do osób i przedmiotów oddalonych sporo od niej, podąża za celem i to dosłownie. 5.09 po raz pierwszy przyłapałam ją na pełzaniu. Prędzej też sie jakoś przemieszczała choć do końca nikt nie wiedział jak ;p Kręciła się wokół własnej osi, turlała a teraz zasuwa  jak komandos :)
Wspaniale przybija piątkę i daje "cześć" i ma przy tym ubaw aż miło.
8 miesiąc życia to kolejne umiejętności: "baran tryk", "bam bam", któremu towarzyszy także (chyba pierwsze) słowo "ba" czyli "bam".
"Mama" pada również często, ale głównie wtedy, kiedy zniknę jej z pola widzenia. Pełza wtedy po całym domu i woła "Mamamamama" - no przyznajcie sami - to MUSI być to - prawda? ;)
Ciekawe jest to, że zazwyczaj w pierwszej kolejności zagląda wtedy do mojej pracowni, gdzie czasem zabieram ją w leżaczku czy wózku, kiedy chcę coś przy niej uszyć.
To już niestety ten czas, kiedy spokojne, samotne wyprawy do toalety są właściwie nierealne. O ile nie zabiorę jej ze sobą słyszę płacz pod drzwiami i coraz częściej trzask listwy od drzwi która już Jaś nadwyrężał, a która jak się okazuje całkiem łatwo odciąga się od ściany.
I ostatnie największe sukcesy:
9.10 pierwszy raz zaintrygowana naszą otwartą zmywarką - Mela klęknęła przy niej. To był początek nowej przygody. Klęka przy wszystkim, co się da!
Właśnie z takiego klęku 22 października usiadła po raz pierwszy przy schodach. 

Kocham nad życie :)

A co u starszaków? 
Całe wakacje były ze mną (i kto tu miał wakacje? ;)) 
Chwilami bawili się cudnie a chwilami cudnie kłócili. :) Ile siwych włosów mi przybyło - tego nikt nie zliczy ;)
Teraz wrócili do przedszkola i z radością witamy się  o 15:00. Taka pomoc jest dla mnie nieoceniona. 

H: mamo puścisz piosenkę o gargamelu?

Ja: Nie mamy takiej.
H: mamy!
Ja: Jak ona brzmi?

H: co ma włosy jak gargamel" ;P
Pozdrawiamy Majkę Jeżowską!


Moje dzieci (nie)stety mają zapędy za mamusią a nie tatusiem ;)
Wszystkie chcą szyć ze mną ;)











chorowity październik - na co to my nie chorowali! :)


ukochany Stefan - już 3 dziecko obsługuje :)







czwartek, 30 czerwca 2016

pinacz


Mój mąż chcąc uniknąć zbyt wczesnego jęczenia dzieci o przekąskę rzecze do mnie w związku z zapodawaną przeze mnie kolacją:

- Ja myślałem, że ja dziś to już tylko peanuts and bear.

Na co Jasiu:
- Hania lubisz pinacz?
H; Nie.

- A biu(e)r?
H: Nie.



No i całe szczęście - nikt nie pomyśli, że rodzina patologiczna a orzeszków będzie więcej dla rodziców :D


ps. Właśnie obczytaliśmy skład orzeszków i się zdziwiliśmy bo O ZGROZO! "produkt może zawierać orzechy!" :)

sobota, 18 czerwca 2016

2,3,4


Czas mija jak szalony, dzieci, firma, życie :) Piękne i coraz piękniejsze :)
Melania skończyła już 4 miesiące. Czuję, że jeżeli nie popełnię tego wpisu,  zaraz wszystkie wspomnienia ulecą. A więc bez zbędnych stylizacji i pomysłu na notatkę, zaczynamy:

W okolicach 5 tygodnia Mała zaczęła się świadomie uśmiechać i tak jej już zostało. To moje najpogodniejsze dziecko. Wszyscy mówią, że jest podobna do Jasia - w tym także. Synek również był bardzo pogodny i wiecznie uśmiechnięty - z nią też tak jest, tylko zaczyna jeszcze wcześniej. Wystarczy spojrzeć na nią, by jej twarz rozjaśnił uśmiech. Wystarczy się odezwać, żeby wywołać jej radość. Przyciąga ludzi jak magnes :)

W okolicach drugiego miesiąca zaczęła wydawać z siebie jeszcze więcej dźwięków i próbowała chwytać przedmioty. W okolicach trzeciego miesiąca poszły w ruch zabawki, które teraz w czwartym miesiącu są jej nieodłącznymi towarzyszami. Nieco zbyt mocno zaciska kciuki w pięści, co czasem utrudnia jej chwyt, ale idzie jej coraz lepiej. Lubi swoją matę edukacyjną, którą trzęsie we wszystkie strony, często wesoło gurząc i piszcząc do zabawek na niej pouwieszanych. 
Dotąd była właściwie bezproblemowa. Przesypia prawie całe noce (od ok 19:00 do ok 5:30/6:00) choc niestety jest to pewnie związane z tym, że jest karmiona sztucznym mlekiem. Pomimo licznych prób nie udało się karmić małej moim mlekiem. Krzyczała i odpychała się, potrafiła płakać godzinami, pić i wypluwać, łapać i puszczać, dopóki nie dostała pierwszy raz butli. Rzuciła się na nią jak wygłodniała i... tyle. Żal mi tego strasznie, gdyż tej bliskości podczas karmienia nic nie zastąpi, a przy butelce czuję się... niepotrzebna. Z resztą od około 3 miesiąca mała butlę trzyma sobie sama :)



Duża już z niej dziewczynka - turla się na boki i prawie udaje jej się już przewrócić na brzuch. Bardzo silnie dźwiga się z pozycji półleżącej do siadania i pięknie już od ponad miesiąca trzyma główkę w pionie. 

Dzieci ją kochają: "Melunia, Mela, Melka", nakarmią, przytulą, podadzą zabawkę.
Jestem strasznie dumna i szczęśliwa z mojej gromady :)





                        pierwsza marchewka - 16.06.2016 r :)

smakowała wyśmienicie - Melania prawie się nie zdziwiła nowym smakiem - jadła, jakby robiła to od tygodnia, a nie po raz pierwszy.