czwartek, 14 lutego 2013

a psik


No i dopadło nas pierwsze większe przeziębienie. Świece do pasa lecą, frida stała się sprzymierzeńcem matki i wrogiem dziecka, sól fizjologiczna tryska niczym gejzer - trzeba sobie radzić!

Do tego apetyt jakiś słabszy - nie wiadomo czemu... Obiadki, które prędzej smakowicie dziecko wcinało teraz wywołują odruchy wymiotne, mleko - z 300 ml na dzień to jest czasem szczyt marzeń matki (butelkowej już) karmicielki. Kryzys - co zrobić. Ale mówią, że kryzys początkiem dobrego :D Oby! 

A już jutro wpada do nas ciocia Eliza, więc będzie nam weselej :))



środa, 6 lutego 2013

zębowa wróżka II

Posiadanie dwóch zębów nie jest sprawą błahą! Należy o nie należycie dbać, ich wygląd i blask pielęgnować, aby mogły zdrowo chrupać:
marchewę...
kalafior...
gryzak...
metkę....
mamy palec...

Tak więc sprawa nie jest prosta! 



Ale mama była w sklepie i zakupiła odpowiednie osprzętowanie :D
szczotka - JEST!
pasta - JEST! i to żurawinowo - miętowa - mniaaaaaaaaaaam.

Do kompletu brakuje nam jeszcze

pary zębów:



 i zapału do szczotkowania, ale i ten bez trudu się znalazł i małe rączki przejęły sprawy w swoje paluszki :D
a to dowód na to, że należycie obie strony zostały wyszorowane :)

 prawa....
 i lewa....


po tym jakże przyjemnym rytuale, który (skoro już mamy poważną szczoteczkę (a nie tylko taką na palec mamy) i poważną pastę), mamy zamiar praktykować codziennie, można z czystym sumieniem i czystymi ząbkami w liczbie 2 iść spać. I NIE MA MOWY O ŻADNYM PRÓCHNICOWYM KOSZMARZE ;)


dobrej nocy :)



środa, 30 stycznia 2013

roztopy


Niby słońca nie widać, ale dodatnia temperatura sprawia, że na naszym ogrodzie topi się śnieg :D
Z tej to właśnie okazji mama i Hania cieszą się bardzo, bo spacery nie będą już wyglądały jak sporty walki, a staną się miłym relaksem :)
Cieszy się także tata, bo (o ile los się nie odmieni), już 15 lutego rozpoczynamy budowę :) 
Tymczasem wybieranie okien, drzwi, miejsca, w którym mają stać toalety - ha - niby takie błahe sprawy (wydaje się, że jest na nie czas), a tu trzeba poważne decyzje podejmować zanim zaczną kopać doły!




Mama szaleje i marzy o tym jak będą wyglądały poszczególne pokoje, kuchnia, łazienki. Zapisuje wszelkie pomysły, zdjęcia, itp. Bo to już niedługo, tuż tuż! :D

tu kilka pomysłów na pokój Hani zaczerpniętych ze strony http://www.pinterest.com





a tu zdradzę nasze marzenie - taki sobie kominek :)

http://www.houzz.com/





Studia na ten semestr uważamy za zamknięte. W przyszłym semestrze wbrew oczekiwanego jednego przedmiotu są 3, ale co tam :D Da się radę! Ważne, że magisterka oddana! :) A później egzamin z 5 lat i można choć na chwilę zapomnieć o studiach i zająć się rodzinką. Przerwa, aż do momentu podjęcia pracy w zawodzie - ale kiedy to będzie? ;p
Na razie jest dobrze jak jest :)

poniedziałek, 21 stycznia 2013

dwuzębny półroczniak

Teraz możemy się już pochwalić, że oficjalnie Hania w dniu 19 stycznia 2013 r. przeszła do drugiego półrocza swojego życia. Patrząc wstecz i wspominając dzień 19 lipca 2012 roku wydaje się, że to i dawno, i niedawno... Ciężko się zdecydować. Z jednej strony mamy wrażenie, że jest z nami już od zawsze, lecz z drugiej - przecież niedawno poród, szpital, pierwsze kolki, itp. A dziś!? Dziś Hania ma już 2 zęby - to nie przelewki! :D 





Ząbki zostały znalezione przez dumną mamę, za co wg tradycji należy się sukienka ;) Nie było to nawet celowe szukanie - ot po prostu podczas pakowania Hani w podróż na niedzielną Mszę Świętą w kombinezon, mała tak rozdziawiła gębusię, że błysnęło coś białego na dole dziąseł. Zmusić ją do ponownego pokazania dziąseł było ciężko, bo gdy tylko naciska się jej na brodę, ona wyciąga język. Ale udało się! A w ramach dodatkowego potwierdzenia test polecony przez babcię - łyżeczka - ząbki dzwonią niczym dzwony kościelne i dumnie wyglądają znad różowiutkich dziąsełek :) Mama dumna jak paw! :)

Powodów do dumy jest wiele:

- żywiołowość córki, która z drugiej strony napawa przerażeniem, bo jak to to zacznie chodzić to nie nadążymy ;)
- to, że już dociera gdzie chce i po co chce swoimi sposobami - turlaniem, pełzaniem z głową przecierającą szlaki na dywanie niczym pług, itp.
- wydaje coraz więcej dźwięków wywołujących uśmiech na twarzy słuchaczy,
- opanowany gest "piąteczka",
- lista uśmiechów na każdą okazję (zawiera już z 20 pozycji),
- je z wielkim apetytem pomrukując do łyżeczki, która za wolno krąży między miseczką a buźką ;)
- pije z kubka niekapka a nawet czasem (jak się zachce) sama obsługuje butelkę! :)





Mała odkrywa nowe zdolności z szybkością błyskawicy - nic tylko się cieszyć.
Dziś dodatkowe dobre wieści - bioderka, które początkowo miały delikatną dysplazję wyglądają już idealnie :)






A w połowie lutego rusza budowa naszego wymarzonego domku :) Pozwolenie jest, ekypa jest - nic, tylko budować :) Teraz tylko trzeba dobrze zaplanować jak zagospodarować przestrzeń, żeby była bezpieczna a zarazem rozwjająca dla małego dziecka :)


środa, 19 grudnia 2012

Hi 5!


I znów miesiąc minął. Hania coraz zdolniejsza, pełza do tyłu, wyciąga ochoczo rączki do zabawek, sznurków od bluz, łańcuszków... Najbardziej lubię, kiedy „bada” moją twarz. Rozkosznie wodzi paluszkami po rodzicowych policzkach, nosie, próbuje dotknąć włosów. Nie lubię za to, kiedy wykręca swoje ucho w trąbkę ;p – a robi to dość często, szczególnie kiedy jest zmęczona J
Ma już swoje ulubione zabawki, ale najchętniej wzięłaby do ręki wszystkie na raz! 
Czasem sobie pokwiczymy razem ;) Szczególnie kiedy Mała siedzi w huśtawce i obserwuje mnie gotującą obiad ;) Wygląda to niemalże jak zawody - kto głośniej zapiszczy (biedni sąsiedzi).
Pochwalić się można jeszcze jednym sukcesem - Hania póki co jest wszystkożerna :) Nawet domową zupkę jarzynową made by mama zjada. Dziwne jest tylko to, że zazwyczaj czego by nie spróbowała (oprócz mleka) to się krzywi przez pierwsze 2 "gryzy" a później i tak je aż się trzęsie, a ja nie nadążam nabierać na łyżeczkę :D Zła wiadomość jest taka, że banan uczula (co jeszcze dojdzie do listy?). Teraz czas na posmakowanie dań z mięsem i rybką - mniam mniam :)






Ostatnio spacery stały się dość uciążliwe. Mimo, że od dłuższego czasu dzielnie wybierałyśmy się na nie regularnie, obecnie ogarnia mnie zniechęcenie. Wszystko to przez nieodśnieżony (jakby było mało, że wąski i  z wybojami) chodnik i  nieodśnieżone płyty na naszej A1 osiedlowej. Poza tym miejsc do spacerowania brak, a na wymienionych prę z wózkiem niczym pług śnieżny i męczę się jak "wół pociągowy" (choć to niby koń pociągowy miał być, jak mnie mama podczas opowieści poprawiła). Nie jest letko. 


Mimo wszystko, Hania ze spacerów zadowolona - śpi sobie smacznie ukojona szumem śniegu pod kołami i podskokami na grudach śniegu. Zaletami takich zimowych wypraw jest także ubiór :) Puchowy kombinezon na tyle "stabilizuje" dziecko, że z łatwością można je wyciągnąć z wózka i przełożyć do łóżka bez budzenia :) A że ciuch łatwy w demontarzu dzięki podwójnemu zamkowi, to i "rozpłaszczyć" łatwo tak, by sen nie został przerwany a styrana po spacerze (jak wspomniany wół) matka miała chwilę oddechu :)

Warto tu jeszcze dodać, że Mała zaliczyła ostatnio pierwszą taneczną imprezę :D U cioci Darii na 18-stkowej imprezie nawet pobujała się w rytm kilku piosenek :) Zdjęć jeszcze jakoś tak nie mamy, a szkoda, bo Hania wyglądała szałowo :) Zadowolenie na jej twarzy mówiło jedno - "łał, znów jestem w centrum uwagi" ;) Jednak dzieci naprawdę potrzebują dużo atencji :)



A tu już tradycyjnie - pięciomięsięcznie :)



Dobranoc!


piątek, 7 grudnia 2012

:)



Haniową mamę ogarnia zimowe zmęczenie.. Czasami chciałoby się zapaść w sen zimowy, a tu nawet z nocnym poważne dylematy. Bo - czy iść spać razem z córką ( 18-19) czy coś jeszcze porobić? Niby chęci są, niby wena jest, ale zazwyczaj jest tak, że ani nie zabieram się za pracę, ani spać nie idę - no bo przecież szkoda wieczoru... I trwam w takim zawieszeniu, kiedy to Hania słodko śpi.





Śpi słodko, ale zgodnie z przepowiedniami niektórych osób (grrr ;p) budzi się częściej niż na początku :( Jak w zegarku szwajcara - 22:00/23:00, 3:00, 6:00. Ech - no ale nie mogło być idealnie. Tak samo z drzemkami w ciągu dnia. Mieliśmy opanowane je do perfekcji - jedzonko, kładzonko i Hania śpi - mama pełen relaks lub jakieś zajęcie. Obecnie..... "aaa, aaa, aaa, aaa, AAA, AAA, AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!" ŚPIJ W KOŃCU!". Ani prośbą, ani groźbą, a oczy trze, ziewa, marudzi. W końcu po 15 minutach trzęsienia w objęciach zasypia. 3 podejścia by odłożyć dziecko na posłanie i JEST!  50 min spokoju. 




Mam nadzieję, że to jakiś kryzys chwilowy czy coś, no bo przecież zasypianie na rękach... nie to było naszym celem. Ale jeśli nie - to nie - nie zasnę, nie będę spała, oczy trę, ale otworzę szeroko na pięciozłotówkę, żeby przypadkiem same się nie zamknęły, pomarudzę, popłaczę a jak trzeba to powrzeszczę, żeby tylko mama mnie nie odłożyła, zrobię oczy kota ze szreka - cały wachlarz możliwości...


Jednak to wszystko to nic w porównaniu z dozą słodyczy jaką nam codziennie dostarcza :) Uśmiech zniewala każdego twardziela, nowe umiejętności powalają rodziców na kolana... "Tylko mnie kochaj" normalnie... :)









                                                                                         

sobota, 1 grudnia 2012

zębowa wróżka...

Zasnęła...

Napłakała się biedna, aż żal było słuchać. Typujemy problem wychodzenia zębów. Wczoraj i dziś 37 stopni temperatury ciała....

Pamiętam jak mi wychodziły "zęby mądrości" - nic przyjemnego... dorosły marudzi, a co ma powiedzieć takie maleństwo, które przecież nawet nie rozumie, co się z jego ciałem dzieje.

Na horyzoncie nowe przygody :)
Jabłuszkowo-jagodowe, dyniowo-ziemniaczane, gruszkowe ...
Ile radości w poznawaniu nowych smaków ;))
A jutro... moja pierwsza próba ugotowania samemu dzieciowej, bezsmakowej jarzynowej ;))
Ciekawe, czy zasmakuje ;)