wtorek, 14 stycznia 2014

mami/tati


Czas na dalsze pochwały oratorskich zdolności mojej córki. 
W 18 miesiącu swojego życia postanowiła, że koniec z niedbalstwem i wypowiadaniem wszystkiego w formie najprościejszej - o!


O! Tyle, że jak większość (mówiących) w tym wieku dzieci, jej mowa idealna nie jest. I przyznać muszę, że mi to nie przeszkadza, a wręcz chwilami żal mi tych dźwięcznych, zdeformowanych (acz pięknych) słówek, które odchodzą do lamusa na rzecz tych bardziej poprawnych.
Tak więc obecnie - ten kubek jest "mami", laptop "tati", a zabawki "Hani". Tylko Jasiowe rzeczy wciąż są "Aja", no bo do tego ciężko to "i" doczepić ;)


Niestety w ostatnim czasie, także piękny zwrot "a tin", zostaje coraz częściej zastępowany tymi mniej fajnymi "a ta, a ten, a to". Ech medal zawsze ma dwie strony...


ps.: blogowanie też ma swoje dwie strony - dobra, a właściwie dobre, bo jest ich wiele i zła... jedziesz do rodziny, chcesz opowiedzieć to i tamto co się u ciebie zadziało, a oni na to: "już to czytaliśmy na blogu". ;)
Tak więc chyba zacznę pisać posty z miesięcznym opóźnieniem ;)


mowa jest srebrem


Uznaliśmy, że skoro mowa Hanki wzbogaca się z dnia na dzień, to warto zacząć wprowadzać jeszcze częściej i gorliwiej słowa uprzejmości. Tak więc pewnego wieczoru mój mąż napomknął Małej, że jeśli chce, aby ktoś się przesunął i ustąpił jej miejsca musi powiedzieć "przepraszam", (w wersji H. brzmi to "papam"). Gdy następnego dnia, jak każdego innego, przekonywałam samą siebie wieloma argumentami, że brak zmywarki nie usprawiedliwia nieumytych naczyń i w końcu do owej pracy się zabrałam pojawiła się inna przeszkoda. Coś Małego i Upartego zaczęło napierać na moje nogi - jak się domyślałam - chciało odsunąć mnie od pożądanych ostatnio przez nią szafek kuchennych, by umożliwić sobie do nich dostęp. Jednak, żeby upewnić się w swoich domysłach, spokojnie zapytałam: "Co robisz Haniu?", na co Mała bez wahania odpowiedziała: "papam!". No i cóż było zrobić? Musiałam się przesunąć :)

A ostatnio odwiedziliśmy kochanych kuzynów. Starszy M (3l.) podszedł do mnie, kiedy karmiłam Janka. Popatrzył, popatrzył... zrobił ciut większe oczy i zdziwiony zawołał: "ON JE TWÓJ BRZUCH!" :D 


wtorek, 7 stycznia 2014

po i przed


Nie pisałam nic o świętach - a szkoda byłoby zapomnieć o tym wspaniałym czasie. 
Tyle miłych chwil i bycia razem. Czas odpoczynku i relaksu, przebywania z bliskimi (także tymi z daleka), uśmiechniętych buzi dzieci...
Dobrze mi tam było, hen daleko w Wielkopolsce. 

Dobrze było zasiąść przed choinką i obserwować Hankę - Mikołajkę, którą bardziej niż jej własne paczki, obchodziło roznoszenie pakunków innym. Dobrze było zjeść hektolitry zupy grzybowej, (dla mnie must have wigilijny!) i kilka sporych kawałków karpia. Dobrze było przytulić się do męża i do... mamy :D
Jaś, jak to Jaś - szczęśliwy jest niemalże na okrągło.

Z Hanią bywa różnie, tam jednak była w siódmym niebie wśród babć, cióć, wujków i dziadka :) Zwiedzała obejście i każdy kąt mojego rodzinnego domu. Ganiała wszystkich na piętro i z powrotem. Nie bała się nikogo i niczego (no może oprócz świnek, o których na okrągło mówiła, a których odwiedzić z niewiadomych przyczyn nie chciała i fajerwerków). 
Cudnie było i choć ścięto mojego ulubionego orzecha włoskiego, który to miejsce dodatkowo zdobił - nadal pięknie. Z resztą im dłużej tam nie mieszkam - z przyjazdu na przyjazd wydaje się piękniej. 

Tak więc minęły nam radośnie święta wśród rodziny, śpiewania kolęd usypiającym dzieciom, spacerów, spotkań, zadumy... Święta, święta i... za rok znów święta. Tymczasem niech Boże Narodzenie trwa w naszych sercach cały rok :)

A na koniec "hity" okołoświąteczne w wykonaniu Hanki:
choinka to - KINKIN
bałwan (szkoda, że z racji braku śniegu tylko ten na obrazkach) - WAŁWA
Mikołaj - też WAŁWA (choć na kuzyna Mikołaja mówi MIMI, to jednak ten coca-colowy, pseudo-święty M. został przez nią nazwany bałwanem - hmmm moja krew :D Niech dziecko wie, co prawdziwie święte ;)

I na koniec "A TIN". Tym sformułowaniem Hania zaraziła pół rodziny i odtąd wszyscy nawet w rozmowie wśród dorosłych co jakiś czas używali tego słowa zamiast pytać "po ludzku" - A TEN?/A TA?/A TO?
"A TIN" dowodzi ciekawskiej natury naszej córki, która chcąc poznawać świat w najdrobniejszych szczegółach potrafiła przesuwać palcem po ścianie wanny i zadawać w kółko to samo pytanie. Tak więc rozmowy z Małą wyglądały mniej więcej tak:

H: A tin?
Dorosły: Wanna.
H (przesuwając palec centymetr dalej): A tin?
D: Wanna.
H: A tin?
D: Wanna.
I tak dalej. Można byłoby wysnuć pozytywny wniosek z racji braku wanny w obecnym mieszkaniu, jednak niestety dociekliwość Hani działa także w przypadku licznie występujących kałuż przed blokiem, drzew w lesie, itp.


u babci nawet cytryna nie jest zbyt kwaśna :)


miłe skutki uboczne pieczenia ciast :)



litle christmas helper




"duziiii" prezent


Jaś tak zmężniał nam w Wielkopolsce, że zaczął zabierać się za siadanie :)


<3

wtorek, 31 grudnia 2013

Ale to już było...


...i nie wróci więcej, dlatego każda chwila jest na wagę złota :)
Cały ten rok, co już lada chwila za nami, był na wagę złota! Tyle dobrego się wydarzyło. Przede wszystkim urodził się Jaś i jest z nami już drugi rok Hania. Kocham mojego męża a i on podobno mnie kocha. <3 Ruszyliśmy z budową, udało się ukończyć kolejne jej etapy i prawie się wprowadzić ;) (No cóż - trzeba sobie zostawić jakieś cele na rok przyszły ;)


Obroniłam magistra, Michałowi w pracy też się dobrze wiedzie. Byliśmy nawet na wakacjach w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej :)
Poza tym było mnóstwo drobnych chwil radości: wychodzących ząbków, nowych słów, pierwszych i tysięcznych uśmiechów, odwiedzin, spotkań, rozmów, uścisków. 

Dobry to był rok, oby kolejny był podobny :) 
Szczęśliwego Nowego Roku życzą MMHJ C.


sobota, 28 grudnia 2013

3



Patrzysz na niego i nie możesz się nie uśmiechnąć, bo w jego oczach tańczą radosne iskierki, a buzia otwiera się w głośnym śmiechu na oścież, ukazując całą przestrzeń bezzębnej gębusi. Nie możesz przejść obojętnie, bo zaraz zostaniesz zaczepiony radosnym głużeniem, które wzywa do zabawy. Gdybyś się jednak odważył pominąć miejsce, w którym leży mały Jaś, często usłyszysz rozczarowane "ałuuu", a wtedy i tak się wrócisz do jego łóżeczka. Takiej słodyczy po prostu nie można zlekceważyć ;)

Wielu się dziwi - ja także, że w tak młodym ciałku tyle siły i samozaparcia. Janek jest bardzo ciekawy świata, w związku z czym wytarł już część owłosienia z tyłu i boków głowy, z powodu nieustannego kręcenia głową na boki, a gdy siedzi u kogoś na rękach dźwiga swój tułów do pionu, ciekawy tego, co przed sobą ujrzy. Lubi swojego lwa, do którego chętnie wyciąga małe rączki, a gdy już uda mu się go uchwycić, potrząsa nim radośnie, co wywołuje kolejne fale szczęścia. Nie jest zbyt chętny do leżenia na brzuchu, jednak kiedy już zgodzi się na odrobinę ćwiczeń, unosi nie tylko głowę, ale i klatkę piersiową, opierając się na przedramionach. Jest bardo grzecznym i pogodnym dzieckiem, które potrafi samo zasnąć i obudzić się nie wiadomo kiedy. Lubi podróżować samochodem i jeździć w wózku na spacery. Lubi kiedy mu się śpiewa i opowiada wierszyki. Lubi tańczyć w ramionach mamy, tulić się z tatą i obserwować wirującą przed nim jak osa Hankę, a nawet kiedy ta z miłością tarmosi jego stopy - też nie protestuje :) 

Waży już ponad 7 kg i zaczyna wyrastać z niektórych ciuszków w rozmiarze 68 ;)
Jest moim małym królewiczem! :)


Na wojaże nie zabraliśmy ze sobą zdjęciowego misia, ale zdjęcie choć dzień po fakcie wykonaliśmy z innym misiem :)










niedziela, 22 grudnia 2013

Rodzinnie

Mój rodzinny dom... Zawsze było tu radośnie, gwarno i tłoczno. Brakowało mi tego miejsca. W końcu po 4 miesiącach udało nam się znów tu zawitać. W końcu dziadkowie, prababcia i ciocie mogą spokojnie nacieszyć się moimi Szkrabami i poznać Jasia, a ja mogę odpocząć fizycznie i psychicznie od samotnie spędzanych dni. Bardzo mnie cieszą wspólne posiłki, przekomarzanie się z siostrami jak za dawnych lat i obserwowanie roześmianej w głos Hanki, która czuje się tu zupełnie jak u siebie. Także Jaś wydaje się być bardzo zadowolony z tutejszego naszego pobytu, gdyż jego uśmiechom, śmiechom i gurzeniu nie ma końca. Jest cudnie, szczególnie teraz, kiedy dojechał mój M. któremu ten czas, ten odpoczynek od ciągłych zmagań z budową jest bardzo potrzebny. Powoli czujemy w powietrzu świąteczny klimat i myślimy o wtorkowej nocy, kiedy po raz kolejny przypomni nam o sobie tajemnica cichej nocy, w której przychodzi do nas Bóg (choć niektórzy myślą, że 24.12. czeka się tylko na pseudo Mikołaja, tudzież jak się to tutaj mówi Gwiazdora). Mamy nadzieję nacieszyć się sobą do granic możliwości i zapamiętać wszystkie te wspaniałe chwile :) Również Wam pragnę życzyć na ten czas, byście czerpali ile się da z tego cudnego czasu. Byście w gronie rodzinnym na nowo zachwycili się prawdą o wcieleniu Boga, by ten czas zmienił Was (nas) na choć odrobnę lepszych ludzi. Wszystkiego dobrego :)

piątek, 29 listopada 2013

głodomorro

Normalnie to człowiek się męczy:
albo fizycznie, bo wytrwanie na restrykcyjnej diecie wcale proste nie jest,
albo psychicznie, bo waga i wygląd odbiegają od słodkich marzeń.
Niektórych jednak te problemy po prostu nie dotyczą... 
Weźmy np. taką Hankę. Ledwo oczy otworzy już woła jeść. W ciągu dnia niewiele się zmienia.
Lubi wkąsić coś w południe, lubi też w popołudnie. Wieczór czy rano - bez różnicy. Ostatnio, jadąc z nią samochodem usłyszałam z tylnego siedzenia znów to słowo: "am". Oglądam się na mą córkę, co by jakoś na sprawę zareagować, a ona... śpi w najlepsze. ŚPI I CHCE JEŚĆ, ALBO ŚNI, ŻE JE, ALBO MOŻE ŻE JĄ GŁODZĘ? Bo przecież czasem trzeba odmówić kolejnego frykasa. Tak, bo moja córka wybredna jest i gust swój zna. 
- Haniu zjesz kaszę?
- Nie, KAPKAM (kanapka)
- Haniu, zjedz może jeszcze ziemniaki
- Nie, GÓRKA! (ogórka).
Dziś np. mała dostała wafelka, z zastrzeżeniem, że dostanie tylko jednego. Zjadła i w te pędy zaglądać na stół i wołać "ciacia". Mówię jej, że nie, że miał być tylko jeden! No i się zaczęły pielgrzymki co 5 minut do strudzonej odmowami matki i błagalne spojrzenia z rozbrajającą prośbą "jeden, jeden". Taaaa, Hanka uczy się nowych słów w najbardziej niespodziewanych przeze mnie sytuacjach.
Napisałam na początku, że Hani problem diety nie dotyczy - dokładnie tak właśnie jest. Waga od jakiś 3 miesięcy prawie nie drgnęła... I życzę mojej córce, żeby w przyszłości równie łatwo przychodziła jej przemiana materii ;) 
(ZARAZ JAŚ DOGONI HANIĘ! Brakuje mu tylko ok. 4,400 kg!)

Poza kwestiami dzieciowymi u nas temat przeprowadzki. To już moja 10! I niestety nie ostateczna...
Mieliśmy w planach tegoroczne święta spędzić już w naszym wymarzonym domu, ale mamy małe przesunięcie, z powodu papierologii (a jakżeby inaczej). Tak więc przyjdzie mi doświadczyć mieszkania w Gdyni ;) Póki co nie wiem czy będę miała stały dostęp do internetu, ale mam nadzieję, że co jakiś czas uda mi się przelać trochę słów o naszym życiu na tego bloga. Tak więc kto ciekawy - niech zagląda ;)